SZUKASZ BOGA?

Szukajcie Pana, wszyscy pokorni ziemi, którzy pełnicie Jego nakazy; szukajcie sprawiedliwości, szukajcie pokory, może się ukryjecie w dzień gniewu Pańskiego. (So 2,3;3,12-13)

Szukasz Pana Boga?

Pewnie tak. Ale szukałeś Go tam, gdzie najbardziej boli? Gdzie cierpisz? Niedomagasz? W jakichś swoich szczerych resztkach, tęsknotach. W tym, co już jakby się nie nadawało, aby cokolwiek z tego zbudować.

czytaj dalej…


O PANAMIE…

Panama, to najmniejszy kraj spośród dotychczasowych organizatorów Światowych Dni Młodzieży. Jednak nasza wizyta w tym kraju i rozmowy z jego mieszkańcami przekonują nas, że pielgrzymom, którzy tu zawitają, niczego nie zabraknie. Szczególną rolę…                           czytaj dalej…

   


BOCAS…

Dzisiaj dla odmiany poprosiłem moich gości, by podzielili się swoimi wrażeniami. 🙂


Od kilku dni jesteśmy w Bocas del Toro. Dzięki uprzejmości i gościnności Jego Eminencji Ks. Bp. Anibala Saldania Santamaria oraz Wikariusza Generalnego Ks. Józefa Gwoździa SVD, możemy poznawać uroki tego przepięknego archipelagu na Morzu Karaibskim. Bocas w naszym doświadczeniu – to…

czytaj dalej…


POSTNIEDZIELNIE…

Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu Zabulona i Neftalego… (Mt 4,12-23)

W minioną niedzielę słyszeliśmy, że Pan Jezus „osiadł” w Kafarnaum. Często wcześniej gdzieś tam przechodził, kogoś spotykał, uzdrawiał i szedł dalej. A tu nagle osiadł. Pozostał długo. Może to dla nas znak, aby z tym Słowem z niedzieli pobyć jeszcze trochę? Nie pędzić. Osiąść z nim.

czytaj dalej…


ŚDM

Dziś pojawiły się informacje o tym, że w dniach 22 – 27 stycznia 2019 r. odbędą się w Panamie 34. Światowe Dni Młodzieży. Choć do rozpoczęcia spotkania pozostały jeszcze dwa lata, ku mojemu zaskoczeniu, moje ŚDM właściwie już się rozpoczęły. 🙂

Niemal od tygodnia, wspólnie z ekipą z Polski podróżuję po Panamie…

Czytaj dalej…


POWROTY

Gdy Jezus po pewnym czasie wrócił do Kafarnaum, posłyszeli, że jest w domu. Zebrało się tyle ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę. Wtem przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy. A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w sercach swoich: Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, prócz jednego Boga? Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: Czemu nurtują te myśli w waszych sercach? Cóż jest łatwiej: powiedzieć do paralityka: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań, weź swoje łoże i chodź? Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów – rzekł do paralityka: Mówię ci: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu! On wstał, wziął zaraz swoje łoże i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga mówiąc: Jeszcze nigdy nie widzieliśmy czegoś podobnego. (Mk 2,1-12)

Jechali, jechali i pojechali. Szukali, spotkali i wrócili zupełnie inni. Kto? Królowie z poprzedniego wpisu. 🙂

Dzisiaj w Ewangelii Jezus też wraca. Do Kafarnaum. Po pewnym czasie. Nawet jeśli się przystanie na jakiś czas, to i tak w końcu trzeba ruszać dalej. Bywa, że w kierunku innym od zamierzonego. Tak to jest w życiu. Ma to swoje plusy i minusy.

Wczoraj – po półrocznym leczeniu w Polsce – wróciłem do Panamy. Taki mi się przeskok temperatur przytrafił. Z -20 do +40. Z zimna do ciepła. I wcale nie chodzi o poszukiwanie jakiejś „cieplarni”.

Zmiana temperatury życia czasem sama przychodzi. Tak jak cztery pory roku. Bywa, że zawieje chłodem lub ktoś „pogrzeje nerwy do czerwoności”. Ważny jest czas i chęć powrotu.

Nowa stara droga na horyzoncie.

Jezus wraca do Kafarnaum. On tam jest na nowo. Teraz trzeba albo przydźwigać do Niego jakiegoś swojego czy czyjegoś „paralityka”, albo nie wrzeszczeć i dać się tam zanieść innym. A jeśli już wracać – to na oczach wszystkich i z łóżkiem pod pachą…

Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy.

KRÓLOWIE JADĄ…

Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon. Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela. Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon. Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny. (Mt 2,1-12)

Jadą, jadą…

Tak sobie o nich myślę. O tej ich drodze. Na początku przebyli długi bardzo odcinek. Z domu do Jerozolimy. Przybyli ze wschodu, z „innego świata”. Później zatrzymali się i pytali. Następny odcinek był już krótki. Jerozolima – Betlejem. I tam nastąpiło spotkanie z Bogiem.

Dalsza droga, w ich wypadku powrotna, była już zupełnie inna. Po tym spotkaniu nic nie było takie, jak dawniej. Nastąpiła zmiana. Nawrócenie. Wybór innej drogi. Nie zważali na Heroda. Posłuchali nakazu usłyszanego we śnie. I poszli inną drogą, by dotrzeć do swojej ojczyzny.

Często tak może być też z drogą naszej wiary. Najpierw długi odcinek. Od dzieciństwa, poprzez katechezę, sakramenty, dom, parafię, niedzielną Mszę św. I jest to droga potrzebna. Oby tylko nie była powierzchowna. Ma prowadzić w głąb.

Najgorzej jak ktoś tylko „sunie” bezmyślnie w jakimś utrwalonym schemacie. Bo tak było zawsze… A to może jest tak, że ci Trzej Królowie jadą po to, abyś ty się zatrzymał? W życiu wiary trzeba się czasem zatrzymać. Popytać, w którą stronę. Porozglądać się. Zastanowić. Posłuchać Słowa.

I wtedy pojawi się nowa droga. Konkretna. Krótka. Która prowadzi do spotkania z Bogiem.

Może trzeba będzie oddać coś Bogu. Coś konkretnego, twojego. A może wrócić inaczej do tej samej „ojczyzny”, którą jest ciągle ta sama rzeczywistość, z której wyszedłeś. Wrócić z Bogiem w sercu.
Czy On jest Tym, za którym chcesz iść? Nawet wówczas, gdy trzeba pokonać różne trudności i uwierzyć jedynie delikatnym znakom, subtelnemu światłu?

Najważniejsze, aby Go spotkać i rozpoznać.

Po tym spotkaniu zmieniają się decyzje… wybory… droga życia. Później już wszystko jest inaczej…