Jego drogą

To, czego nie można przewidzieć czy zaplanować, łączy się często z niepewnością i lękiem. Normalna reakcja. Zwłaszcza gdy człowiek nie widzi celu lub kiedy po prostu jest już zmęczony. Trwaniem…byciem…oczekiwaniem… Kiedy ma zwyczajnie dość. I sam nie jest w stanie zrobić ani kroku dalej, a czasem nawet nie wie, w jakim kierunku. To wtedy właśnie zaczyna się wiara. Pojawia się gdzieś w środku Jego głos. Wyraźny. Czasem aż niewygodny.

Abram posłuchał głosu Pana.

Wyjdź z twojej ziemi… Usłysz Jego głos, podejmij decyzję i ruszaj.

Czym jest twoja ziemia?

Jeśli wyjdziesz, zapewne na twojej drodze pojawią się wysokie góry, a iść pod górę nie jest łatwo. Przyjdzie zmęczenie, kryzys albo zniechęcenie. Takie zwyczajne… ludzkie… I właśnie w tę twoją niemoc, wkroczy Bóg ze swoją mocą. Wtedy nawet trudy i przeciwności powoli przemienią się w łaskę Jego obecności. Ta obecność przemieni ciebie, rozświetli tak, że będziesz „nie swoim światłem świecić…”. Zajaśniejesz Jego blaskiem.

A światła nie można ukryć. Ono nie jest już tylko dla ciebie. Ono się udziela…rozświetla to, co ciemne. W tobie i w innych.

Spróbuj znaleźć jakieś miejsce, gdzie będziesz „osobno”, jak Jezus z Piotrem, Jakubem i Janem. Miejsce, w którym pojawi się cisza i usłyszysz Jego głos. A potem możesz ofiarować Mu to, co jest tylko twoje, jakąś  swoją „ziemię”. Oddać ją, wstać i pójść za Jego głosem. Wtedy nastąpi przemiana.

Staniesz się błogosławieństwem…(Rdz 12, 2)