Ofiarowanie

 

Symeon i Anna spotkali Boga. Nie tylko się doczekali, ale przede wszystkim najpierw Go rozpoznali. Kto by się spodziewał, że w takim małym, biednym dziecku z dalekiej prowincji bedzie można spotkać tak wyczekiwanego i zapowiadanego Mesjasza. Boga samego?

Bo tak jest w życiu, że Bóg przechodzi. Daje znaki. Natchnienia. Ale można zafiksować się tylko na sobie i nie widzieć już zbyt wiele.

Co oni robili wcześniej?

Symeon – człowiek sprawiedliwy i pobożny.

Wyczekiwał. Nie biegł non stop. Dawał swój czas. Poświęcał go dla Boga. Na bycie z Bogiem. Pewnie w tym czasie mógłby zrobić tyle innych, bardzo ważnych rzeczy. A on trwał. Był wytrwały. Nie zniechęcał się szybko. Nawet jeśli dookoła wszystko przemawiało za tym, że to nie ma sensu. Mówiąc dzisiejszym językiem, żył w łasce uświęcającej. Duch Boga był z nim. Jeśli się nie żyje w grzechu, to tak jest. Do dzisiaj tak jest. Symeon prowadził głębokie życie duchowe, był otwarty. Podejmował decyzje na podstawie wewnętrznego głosu. Poszedł za głosem Boga w swoim sercu. Tego dnia, chociaż wcale nie musiał tam być, skierował kroki do świątyni. Był sprawiedliwy. Czyli nie żył w jakiejś iluzji czy zakłamaniu. Nie szukał własnego interesu. A kiedy już doświadczył kontemplacji, Jego obecności, kiedy miał Go już w swoich ramionach, nie chciał zatrzymać tylko dla siebie. Był gotowy odejść. Czuł się wolny. Spotkanie z Bogiem daje wolność.

A Anna? To kobieta po przejściach. Przeżyła męża. Pewnie bardzo go kochała. Skoro mowa o jej panieństwie i zaledwie siedmiu latach bycia razem, to musiała być jeszcze bardzo młoda, gdy zawalił jej się świat. Zapewne nie miała jeszcze trzydziestu lat. Nie na darmo Ewangelia o tym wspomina. Bolesne doświadczenie zaprowadziło ją do spotkania z Bogiem. Post i modlitwa stały się stałymi elementami jej życia.

Post. Trochę dzisiaj zapomniany i niepopularny. Post nie jest po to, aby schudnąć. To rezygnacja z czegoś dla kogoś. Dla kogoś, kogo bardzo się kocha. I robi się to z radością, nawet jeśli kosztuje dużo wysiłku. Jest to możliwe pod warunkiem, że człowiek nie kręci się tylko wokół własnej osi. Anna służyła Bogu w modlitwach. Jej modlitwa nie była skoncentrowana jedynie na swoich potrzebach, brakach, niedomaganiach. A jako staruszka, miała pewnie ich pod dostatkiem. Służyła modlitwą. Kiedy ostatni raz usłużyłeś komuś modlitwą? I jeszcze jedna rzecz. Anna nie rozstawała się z świątynią. Jednak bez świątyni, bez sakramentów, bez Słowa Bożego, bez wspólnoty, trudno być z Bogiem. On tam przychodzi. Tam Go przynoszą, podają. W światyni. Nie gdzie indziej. Tak jak Maryja podała Go Symeonowi, dzisiaj kapłan podaje Go w Eucharystii. To jest ten sam Jezus, Bóg.

Jeśli komuś zaczniesz służysz modlitwą… Komuś. Nie sobie. I rezygnujesz dla kogoś z czegoś, co jest twoje…. Jeśli będziesz wytrwały… Na pewno – prędzej czy później –  w sercu pojawi się potrzeba kontaktu z Bogiem.  Skierujesz się – jak Symeon i Anna – do świątyni.  A tam przyjdzie do Ciebie Bóg.

Symeon i Anna –  to nie jacyś tam przypadkowi staruszkowie. Uczą nas ciągle jak spotkać się z Bogiem.