Owoc współpracy

Albowiem postanowił Bóg zniżyć każdą górę wysoką, pagórki odwieczne, doły zasypać do zrównania z ziemią, aby bezpiecznie mógł kroczyć Izrael w chwale Pana.(Ba 5,7)

(…) aby miłość wasza doskonaliła się coraz bardziej i bardziej w głębszym poznaniu i wszelkim wyczuciu dla oceny tego, co lepsze, abyście byli czyści i bez zarzutu na dzień Chrystusa.(Flp 1,9)

Każda dolina niech będzie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte niech staną się prostymi, a wyboiste drogami gładkimi. I wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże.(Łk 3,1-6)

Wszyscy jesteśmy ludźmi w drodze. Czytając dzisiejsze Słowo, można by pomyśleć, że Pan Bóg, poprzez proroków, stawia nam na tej drodze znak ostrzegawczy: „Uwaga, roboty drogowe”. Naprawiamy drogę, zasypujemy doły, wyrównujemy nawierzchnię…

Był taki czas, kiedy mogliśmy chodzić w obecności Boga. Szliśmy razem, a droga była równa i prosta. Później przyszedł inny czas. Ludzie zdecydowali, że jednak chcą chodzić swoimi drogami. Wybrali nieposłuszeństwo i grzech. Oddzielili się od Boga. Droga do Niego przestała być prosta. Ludzie ją pokręcili i zepsuli. Na dodatek okazało się, że jest to „ślepa uliczka”. Żaden człowiek nie mógł pójść dalej, więc zaczął kręcić się wokół siebie, kopiąc przy okazji doły na drodze innych. Później zło spotęgowało się tak, że żaden człowiek nie mógł naprawić zaistniałej sytuacji. Pojawiła się ogromna ludzka bezradność.

Wtedy Pan Bóg ulitował się nad ludźmi. Posyła najpierw swoich proroków, aby pokazali ludziom nowy kierunek drogi i możliwość ponownego spotkania. Aby jednak do niego doszło – obie strony muszą się zaangażować. Co możemy zrobić? Nawrócić się i oczyścić swoje serce. Tu i teraz. Nie odkładać niczego na jutro. Podjąć decyzję, by odwrócić się od zła i zadośćuczynić tym, których skrzywdziliśmy. Czasem najbardziej krzywdzimy samych siebie… 

Bóg posyła Jezusa, swojego Syna, aby uczynił to, co najważniejsze. Aby połączył drogi boskie z drogami ludzkimi i doprowadził do ponownego spotkania. Poprzez Niepokalaną umożliwia wejście bożego życia w nasz ludzki świat. Na ziemi rodzi się Bóg. A potem jest Krzyż, który staje się pomostem. Łączy niebo z ziemią. Droga do przebywania w komunii z Bogiem zostaje otwarta. Droga ta ma swój początek w chwili chrztu. To wtedy otrzymujemy nowe życie w Bogu. Jednak właśnie od tej chwili, dzień po dniu trzeba się troszczyć o tę relację miłości. Bo jest to miłość, która daje wolność. Możemy wybierać i chodzić którędy chcemy, z kim chcemy i jak chcemy. Możemy czytać znaki, które stawia przed nami Bóg albo udawać, że ich nie ma. Omijać wymagające miejsca albo uparcie twierdzić, że „grzeszne wertepy”, po których stąpamy, to całkiem przyzwoity szlak. Można też utwierdzać się w tym, że wszystko jest tak dobrze i już nic nie trzeba zmieniać.   

W drugą niedzielę adwentu Jan Chrzciciel wychodzi na pustynię i tam głosi chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów (Łk 3,1-6), wzywa do przemiany serca. Zaś Paweł modli się o doskonalenie miłości, o wyczucie i ocenę sytuacji po to, aby wybrać to, co lepsze na dzień Chrystusa(Flp 1,9).

Zastanów się, czego najbardziej potrzebujesz w tym momencie? Ważne, by konkretnie i jasno ocenić swoją sytuację. Może chodzi o wyjście z jakiegoś ciężkiego grzechu, który przygniata się od tylu lat? I coraz bardziej boisz się uklęknąć u kratek konfesjonału. Miłość czeka właśnie tam. Czeka na ciebie, byś pozwolił sobie przebaczyć i mógł zacząć nową drogę. Drogę z Bogiem.

A może to właśnie ty możesz doskonalić się w miłości? (por. Flp 1,9) Tak po prostu złagodnieć w codzienności, uśmiechnąć się do zasmuconych i być blisko tych, którzy cierpią. Pozwól Bogu działać na drogach życia.