Życie…

Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. Kto zaś chciałby Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec. (J 12, 4-26)

Słowo Boże jest, które jest żywe i skuteczne, mówi nam dzisiaj bardzo jasno, że wbrew temu, co nieustannie serwują nam media, świat reklam i portale społecznościowe – „życie nie tylko po to jest by brać”. Kiedy Grecy z dzisiejszej Ewangelii chcą zobaczyć Jezusa i wysyłają do Niego Filipa, ten słyszy bardzo obrazową odpowiedź o obumieraniu ziarna pszenicy. Słowo „obumieranie” nie brzmi najprzyjemniej. Kojarzy się z końcem, ostatecznością, bólem, stratą, śmiercią. A Jezus mówi do nas dzisiaj wprost: Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity (J 12,4).

Życie tak naprawdę staje się pełnią, jest prawdziwe, gdy je potrafimy ofiarować. Oddać siebie – komuś. Wtedy przynosi owoc i to obfity, gdy jest oddane komuś lub czemuś; gdy jest gotowe być dla innych; gdy nie szuka siebie za wszelką cenę. Zrezygnować z siebie, ofiarować komuś, służyć – to bardzo niepopularne. Nawet takie trochę nie na czasie, niemodne. Raczej nie wpisuje się w trendy współczesnego świata. A przecież żyjąc w małżeństwie, w bliskich relacjach – umierasz dla siebie każdego dnia. Nawet nie zawsze sobie to uświadamiasz, ile w tobie jest takiej naturalnej gotowości do ofiarowania swojego czasu bliskim. I co ciekawe – to cię uszczęśliwia. Oddajesz siebie – i jesteś szczęśliwy, spełniony. Twoje życie ma sens. Czas – to życie, a życie mieści się w sercu. Serce jest żywe, czułe, kochające, gdy karmi się miłością Boga, a gdy się nią napełni, potrafi odważnie dzielić się tą miłością z innymi. Prowadzić do Jezusa jak Filip.

Filip poszedł i powiedział Andrzejowi. Z kolei Andrzej i Filip poszli i powiedzieli Jezusowi (J12,22).

Takie serce wie, jak prowadzić do Jezusa, w jaki sposób pokazywać prawdę o Jego miłości i zwyczajnie być blisko z drugim człowiekiem w radości, w smutku, we łzach. Serce, w którym brakuje ofiarnej miłości staje się pustką otoczoną wielu – skądinąd pięknymi –  gadżetami, bo przecież… na wszystko cię stać. Możesz sobie kupić, co tylko chcesz, a to cię nie napełnia. Prędzej czy później ze zdziwieniem zauważysz, że twoje serce przestaje czuć, wieje w nim chłodem. Ono nie potrafi się już naprawdę cieszyć, więc żyjesz namiastką życia. Warto wtedy zastanowić się czemu tak jest?

Święty Ignacy Loyola modlił się tak:

Zabierz, Panie, i przyjmij całą wolność moją, pamięć moją i rozum, i wolę moją całą, cokolwiek mam i posiadam. Ty mi to wszystko dałeś – Tobie to, Panie, oddaję. Twoje jest wszystko. Rozporządzaj tym w pełni wedle swojej woli. Daj mi jedynie miłość Twoją i łaskę, albowiem to mi wystarcza.

Może nie jesteś gotowy, by oddać Jezusowi wszystko, ale spróbuj dać to, co teraz potrafisz, ale tak szczerze. Z serca. Spróbuj, a zobaczysz, jak zmieni się twoje życie. Jak On pociągnie cię ku sobie.