Gdzie indziej…

Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto zebrało się u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ Go znały. Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: „Wszyscy Cię szukają”. Lecz On rzekł do nich: „Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo po to wyszedłem”. I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy. (Mk 1, 29-39)

Dzisiaj już środa, a ja ciągle chodzę z niedzielną Ewangelią w sercu. Kiedy Piotr znalazł Jezusa na pustyni, powiedział do niego: „Wszyscy Cię szukają”. A Jezus mówi: „Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości…”.

Dopóki robimy „to, co wszyscy”, to znaczy, że szukamy Jezusa, bo Go potrzebujemy albo zwróciliśmy na Niego uwagę, ponieważ nas czymś zafascynował. Tak jak ludzie w Kafarnaum. Jezus jednak nie bazuje na sukcesie. Oddala się od tłumu ludzi, którzy go podziwiają, a po nocnej modlitwie – po takim bardzo osobistym spotkaniu z Ojcem –  podejmuje dalszą misję.

Można w życiu robić dużo pięknych i dobrych rzeczy. Potrzebna jest jednak przede wszystkim nasza osobista inicjatywa i spotkanie gdzieś poza, osobno. Tylko On i ty. Często jest to jakaś nasza pustynia. Prawdziwa misja zaczyna się wtedy, kiedy nie robisz jedynie tego, co wszyscy albo tego, czego ty chcesz. Misja zaczyna się, gdy idziesz z Nim. Tam, gdzie On posyła. Gdzie indziej…