Iść za Jezusem

Jan stał wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: „Oto Baranek Boży”. Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. Jezus zaś, odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: „Czego szukacie?” Oni powiedzieli do Niego: „Rabbi! – to znaczy: Nauczycielu – gdzie mieszkasz?” Odpowiedział im: „Chodźcie, a zobaczycie». Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. (J 1, 35-39)

W ostatnią niedzielę, kiedy świętowaliśmy Chrzest Pański, podczas kazań próbowałem tłumaczyć, czym jest sakrament chrztu. Często to samo robiłem w Panamie, ponieważ  tam różnego rodzaju sekty często zarzucały katolikom, że nasz chrzest nie był ważny. Czemu? Otóż dlatego, że nie poszliśmy w chwili chrztu, jak Jezus, nad rzekę i nie byliśmy dorośli. Często również tłumaczyłem, na czym polegał chrzest Jana, czym był chrzest Chrystusa, a czym jest nasz chrzest, który otrzymujemy zwykle jako malutkie dzieci.

Chrzest Jana był chrztem oczyszczenia i nawrócenia. Poza tym, nic więcej się tam nie działo. Chrzest Chrystusa był już zupełnie inny, ponieważ On nie miał grzechu. Nie potrzebował oczyszczenia ani nawrócenia. Niezwykle istotne jest to, co tam się wydarzyło, czyli manifestacja Trójcy Świętej. Gdy Jezus wychodził z wody, słychać było głos Ojca, zaś Duch Święty zstępował w postaci gołębicy. Bóg dotknął wody chrztu. Uświęcił ją. Po co? Abyśmy my, dotknięci uświęconą wodą chrztu, mogli wejść w życie Trójcy Świętej, czyli Boga, który jest Miłością. Abyśmy mogli wrócić do bycia z Nim. Dlaczego? Bo coś nas kiedyś rozdzieliło. Jeszcze tam, w raju, za czasów Adama i Ewy. Nazywa się to grzech pierworodny.

Czasem w Panamie, w Bocas del Toro, tłumacząc ludziom czym jest grzech pierworodny, używałem porównań i obrazów zaczerpniętych z otaczającej nas rzeczywistości. Świat stworzony przez Boga i oddany pierwszym ludziom porównywałem do salki czy świątyni, w której się znajdowaliśmy w danym momencie. Wszystko tam było dobre: ławki, wentylatory, tablica, nagłośnienie, elektryczność, książki etc… etc… Wszystko to miało nam do czegoś służyć. Z jednym tylko zastrzeżeniem: nie wolno nikomu wkładać palca do gniazdka elektrycznego, bo zginie. Z tym porównywałem ten zakazany, rajski owoc. Jeśli włożycie tam palec, to was zabije. Przestaniemy być razem, bo wyrzuci was gdzieś poza, na zewnątrz.

Adam i Ewa zrobili właśnie to, przed czym ostrzegł ich Bóg. I wtedy wyrzuciło z raju ich, a razem z nimi całą ludzkość. Nas również. Rodzimy się gdzieś poza, na zewnątrz. Pismo Święte mówi, że właśnie wtedy, w chwili grzechu przyszła śmierć. Nie chodzi tutaj oczywiście o śmierć biologiczną. Śmierć – to życie poza Bogiem.

Bóg zdecydował się to naprawić, bo żaden człowiek nie mógł tego zrobić. Tylko Bóg. On posłał Syna – swoje życie. Wszedł w stworzenie. W to, co nas dzieliło. W śmierć. I z niej wyszedł. Odkupił nas. Dał siebie. Położył siebie, po to, abyśmy mogli być razem. Otworzył drogę. Mieć życie wieczne, to być razem z Bogiem. Od chrztu jesteśmy ponownie razem. Już nic nas nie dzieli. Możemy żyć w komunii.

Dzięki Niemu, Jego ofierze, cierpieniu, mamy wejście z powrotem do raju. Do naszego bycia z Bogiem potrzebny był baranek. Ofiara wykupienia. Wcześniej powiedział: Idźcie (…) i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego (Mt 28,19). Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony (Mk 16,16). Otrzyma nowe życie.

Ale to nie tylko Adam i Ewa. My również możemy dzisiaj wybierać. Bóg bardzo nas kocha i daje nam wolność. Możesz cieszyć się światem, ale nie wkładaj palca do gniazdka. Jest coś takiego jak grzech śmiertelny. Dlaczego śmiertelny? Ponieważ tak samo wyrzuca nas gdzieś poza. Jednak teraz jest już na to sposób. Jezus powiedział: Weźmijcie Ducha Świętego. Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane (J 20, 22-23). Nawet jeśli się pomyliłeś, źle zadecydowałeś, upadłeś, możesz wrócić do Niego przez Kościół, przez sakramenty.

Oto Baranek Boży! (J 1, 35)

Baranek, który gładzi grzechy świata. Również twoje. Te, które najbardziej cię bolą, upokarzają, których się wstydzisz, ale sam nie umiesz z nich wyjść. On po to przychodzi do ciebie i dla ciebie. Chce ci pomóc.

Możemy Na niego popatrzeć. Spotkać Go. Przez Niego, z Nim i w Nim wraca się do Ojca. Do raju. I wcale nie trzeba umierać, aby to było możliwe. Już dzisiaj możemy śpiewać razem z aniołami i świętymi: Święty, Święty…

Może trzeba pójść za Jezusem, ale na nowo. Inaczej niż do tej pory. Tak samo jak ci dwaj uczniowie z Ewangelii. Może trzeba zostawić jakiś utarty już schemat? Czasem nawet dobry. Zostawić go po to, aby odkryć zupełnie nową relację. Tak jak oni. Zostawili przecież Jana Chrzciciela. Czasem jest dobrze coś albo kogoś zostawić. Przestać się bać i zacząć jakąś nową drogę. Popatrzeć inaczej. Uświadomić sobie, że to sam Bóg zaprasza. Trzeba do Niego pójść. Zrobić konkretne kroki.

Czego tak naprawdę szukasz?

Twój raj może jest bardzo blisko. Twoje bycie z Bogiem jest w zasięgu ręki.

Idź i zobacz.