Pierwszy piątek

Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą! Po tym poznamy, że jesteśmy z prawdy, i uspokoimy przed Nim nasze serce. A jeśli nasze serce oskarża nas, to Bóg jest większy od naszego serca i zna wszystko. Umiłowani, jeśli serce nas nie oskarża, mamy ufność wobec Boga. (1 J 3,18-21)

Jezus postanowił udać się do Galilei. I spotkał Filipa. Jezus powiedział do niego: Pójdź za Mną! Filip zaś pochodził z Betsaidy, z miasta Andrzeja i Piotra. Filip spotkał Natanaela i powiedział do niego: Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy – Jezusa, syna Józefa z Nazaretu. Rzekł do niego Natanael: Czyż może być co dobrego z Nazaretu? Odpowiedział mu Filip: Chodź i zobacz. (J 1,43-51)

Jezusowi na krzyżu otworzyli serce. Chcieli Go dobić. A to wszystko przemieniło się w nowe życie. W Godzinie Miłosierdzia nastąpiło przejście ze śmierci do życia. Narodził się Kościół, a przez niego każdy z nas rodzi się do nowego życia w Bogu. Ten dzień jest po to, byśmy patrzyli na tego, którego przebili (J 19, 37) i jeszcze raz uświadomili sobie, że dzięki przebitemu sercu Jezusa, każdy z nas nosi w sobie życie Boga. Dzięki Jego śmierci, my żyjemy.

Kiedy przechodzimy ze śmierci do życia? W momencie chrztu. Od chrztu nosimy w sobie życie Boga. Wtedy zaczyna się coś nowego. Po tym poznaliśmy miłość, że On oddał za nas życie swoje (1 J 3,16). Poznać miłość. Jak? Jak spotkać Jezusa?

Trzeba uświadomić sobie, że byłem zamknięty, oddzielony i Jezus mnie uwolnił. Jezus umarł, bym mógł żyć razem z Bogiem. Trzeba stanąć przed żywym Bogiem. Słowo Boże dzisiaj zaprasza, aby każdy sam uświadomił sobie, że to Jego otwarte serce jest za mnie i dla mnie. On przyszedł, aby mnie wykupić, zapłacić za mnie. Kiedy sam nie miałem szans, przyszedł On. I dał siebie. Już to zrobił. Nie dał czegoś, ale siebie, swoje życie. Przyszedł, kiedy wcale nie zasługiwałem. Robi to stale. Zwłaszcza wtedy, gdy się potknę, ubrudzę, kiedy zrobię coś tak niedobrego, że aż się wstydzę.  On przychodzi, kiedy  mój grzech mnie upokarza i boli.

Ewangelia dzisiaj mówi, że Jezus postanowił udać się do Galilei. To rodzinne strony Jego i uczniów. Trudny, górzysty teren. Galilea otoczona była z trzech stron przez obce ludy, które  często na nią napadały. W pobliżu jeziora teren opada do około 210 metrów poniżej poziomu morza. Tam krzyżowały się niektóre drogi Cesarstwa Rzymskiego. Ewangelie wymieniają wiele miast galilejskich, m.in. Nazaret (raczej nie miało ono dobrej opinii), Kafarnaum, Kanę, Betsaidę, o której wspomina dzisiejsza Ewangelia oraz Jezioro Galilejskie, gdzie występowały  gwałtowne burze, wywoływane przez wiatry z otaczających je gór. Tutaj, w ten górzysty, nieprzyjazny teren postanawia iść Jezus. I tutaj spotyka Filipa. Jezus go spotyka. Nie dzieje się to odwrotnie. I tam, w tym tak trudnym miejscu  mówi do Filipa proste słowa: „Pójdź za mną!”

Filip rozpoznał Go. Uświadomił sobie, że to Ten, który miał przyjść teraz stanął przed Nim.

Jezus przychodzi. Tu i teraz. Do twojego życia, jakiekolwiek ono jest. Przychodzi w  Słowie, w  Eucharystii, w sakramencie pojednania. Jest tam, gdzie toczy się twoje życie; w twojej Galilei. A w niej może właśnie trwa jakiś zewnętrzny atak: depresja, nieuleczalna choroba, burza życiowa. Może ktoś cię poniża, podkreślając swoją wyższość. Albo nie spodziewa się po tobie niczego dobrego. Jezus naprawdę zna ten teren. I właśnie dlatego przychodzi do ciebie, tak jak do Filipa.

Ewangelia nawet nie wspomina, co się działo dalej, ale niejako automatycznie opowiada o tym, jak Filip staje przed Natanaelem i mówi: „Znalazłem… znaleźliśmy”. Daje świadectwo. Zaprasza. Chodź i zobacz. Resztę zrobi Jezus…

Zazwyczaj jest tak, że stale Jezusa prosimy o różne rzeczy. Zostawiamy Mu wiele zadań do wykonania. Często mamy już gotowy scenariusz albo jakiś projekt na to, co chcemy od Niego otrzymać.

Patrzymy dzisiaj na otwarte Serce Jezusa. I na swoje serce. Jakie jest twoje serce? Może przyszedł czas, by zadać sobie inne pytania. Odwrócić perspektywę. Zapytać Jezusa: „Co ja mogę zrobić dla Ciebie? Czego ty, Boże, oczekujesz ode mnie?”

Jeśliby ktoś posiadał majętność tego świata i widział, że brat jego cierpi niedostatek, a zamknął przed nim swe serce, jak może trwać w nim miłość Boga? Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą! Po tym poznamy, że jesteśmy z prawdy, i uspokoimy przed Nim nasze serce. (1 J 3,17-19)

Twoje serce może być zamknięte albo niespokojne. Może być też tak, że twoja wiara to piękne, wyuczone słowa. Wyrafinowany język. I niewiele więcej.

Patrząc dzisiaj na Serce Jezusa, popatrz też na swoje. Nie bój się. Przy Jego otwartym sercu nie trzeba się bać. Nawet jeśli poczujesz, że Twoje serce cię oskarża, boli, robi wyrzuty, cierpi, miej ufność, że Bóg jest większy. Jego miłość dzisiaj chce dotknąć twojego serca. Ufaj!

I wcale nie chodzi tylko o czucie czy emocje. Dzisiaj w Bożym Słowie przychodzi konkretna wskazówka. Jezusa mówi wprost: „Kochaj brata! Nie słowem i językiem, ale czynem i prawdą!” Taka jest wola Boża. Rozejrzyj się dookoła. Znajdź czas dla brata. Poszukaj go, tak jak Filip szukał Natanaela i powiedz mu: „Znalazłem Pana. Chodź i zobacz”.

Często ludzie szukają woli Bożej w swoim życiu. A tu jest tak wyraźnie napisane, co należy czynić. Taka bowiem jest wola Boża, którą objawiono nam od początku, abyśmy się wzajemnie miłowali (1 J 3,11).

Natanael uwierzył, bo Chrystus powiedział mu coś, o czym wiedział tylko on. Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci: Widziałem cię pod drzewem figowym? Zobaczysz jeszcze więcej niż to (J 1,43-50).

Może dzisiaj Jezus zadaje ci podobne pytanie? Czy dlatego wierzysz, że stał się jakiś cud? Albo Bóg wysłuchał jakiejś twojej modlitwy lub doświadczyłeś jakichś duchowych uniesień? Może myślisz, że będziesz wierzył bardziej, jeśli spełni to, o co Go stale prosisz?

Zaufaj  Mu, uspokój przed Nim swoje serce. Stań przed Nim. Usłysz w Twoim sercu: „Pójdź za mną!” To dopiero początek. Zobaczysz jeszcze więcej niż to.