Król

Oto Ja sam będę szukał moich owiec i będę miał o nie pieczę. Jak pasterz dokonuje przeglądu swojej trzody, wtedy gdy znajdzie się wśród rozproszonych owiec, tak Ja dokonam przeglądu moich owiec i uwolnię je ze wszystkich miejsc, dokąd się rozproszyły w dni ciemne i mroczne. Ja sam będę pasł moje owce i Ja sam będę je układał na legowisko.  (Ez 34,11-12.15)

W ostatnią niedzielę roku liturgicznego Jezus przychodzi jako Król Wszechświata. Jeżeli jest królem – to królem miłości. Miłości, która daje się cała. Jego królestwo – to królestwo miłości. Przychodzi do nas, bo kocha. To bardzo ciekawe, że w Ewangelii, którą czytamy w uroczystość Chrystusa Króla, Jezus opowiada o stadzie owiec. I chociaż  mówi o całym stadzie, to przecież do każdej ze swoich owiec przychodzi bardzo osobiście. Nie posyła kogoś innego, jakiegoś zastępcy, przedstawiciela czy wysłannika. Przychodzi sam. Pochyla się nad człowiekiem. On sam, Pasterz, który tak kocha, że daje życie za owce, rozdzieli kiedyś jednych od drugich.

Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale […] zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów.Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie (Mt 25,31-33)

Po której będziesz stronie? Decyzję podejmujesz każdego dnia.

W pierwszym czytaniu słyszeliśmy słowa: „Ja sam będę szukał [….], Ja dokonam przeglądu […], uwolnię…”. Nie możesz zadowolić się tym, że jesteś częścią stada. On chce rozmawiać właśnie z tobą. Tak osobiście. Serce w serce. Miłość to relacja. Jezus chce przyjść do ciebie i do mnie. Chce się przybliżyć, dotknąć i poprowadzić. Pokazać, w którą stronę warto iść. Zapewnia ci bezpieczeństwo. Chce, abyś poczuł się kochany. Najważniejszy. To właśnie ciebie bierze na ręce jak owcę, która się zgubiła. Nieważne, w jakiej sytuacji się znajdujesz. Nie zostawi cię. Nigdy. Taka jest wola Boga. O tym jest dzisiejsze Słowo.

Królestwo – to zazwyczaj jakieś terytorium. W innym miejscu Jezus powie: Królestwo moje nie jest z tego świata… (J 18,36). Tutaj chodzi o jakąś zupełnie inną rzeczywistość. Wszyscy żyjemy na Jego terytorium. Należymy do Niego od chwili chrztu. Jezus pragnie, abyśmy ponownie odkryli Jego miłość, doświadczyli Jego królestwa. Uwierzyli wreszcie, że jesteśmy kochani przez Niego miłością, która jest potężniejsza od śmierci. Bo Jego królowanie jest królowaniem z krzyża. Ale jak każdy król, Bóg ma swoją wolę. Czegoś oczekuje. Daje ci jednak pełną wolność, bo chce byś sam wybrał.

Bóg nie jest dyktatorem dobra. Nigdy nie zmusza. Możesz wybrać, podjąć decyzję, dać odpowiedź. A jednocześnie On nie może pragnąć czegoś innego niż to, czym sam jest. A czym jest Bóg? Miłością. Pozwól niech wreszcie te słowa staną się twoją prawdą. Przyjętą całym sercem, niezależnie od tego czy dziś jest ono pełne radości czy bardzo boli. Bóg cię kocha. Zawsze. Spotkanie z Bogiem nie może pozostać czymś, co zachowamy tylko dla siebie, ukryjemy skrzętnie w swoim sercu. Z miłością jesteśmy posłani do innych. Wszak wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25,40).

To w tej przestrzeni jest królestwo Boga. W Jego miłości. Miłość zaczyna się tam, gdzie umiera mój egoizm.