Święci…

W trakcie mojej – trwającej już ponad piętnaście lat – pracy misyjnej w Ameryce Środkowej niejednokrotnie obserwowałem, jak ważną rolę w komunikacji człowieka z Bogiem odgrywają święci. Nie zawsze jednak oddaje się im cześć tylko dlatego, że ich życie stanowi przykład godny naśladowania. Często są czczeni z nadzieją, że wstawiennictwo świętego wyprosi u Boga cud potrzebny w tym konkretnym momencie życia. Wielu ludzi ucieka się do wybranych świętych patronów właśnie w związku z zaistniałą trudną sytuacją. Czasem jest to poważna choroba, ogromne zmartwienie, problemy w pracy czy rodzinie. Niekiedy wierni szukają wsparcia świętych, gdy przeżywają jakiś głęboki lęk czy niepokój. Nie umiejąc sobie z tym poradzić, modlą się do świętego i podejmują różnego rodzaju zobowiązania. Są gotowi je wypełnić, jednak pod warunkiem, że ich patron pomoże w tych niełatwych zmaganiach. Są też tacy, którym świat zawirował, mają świadomość życia w grzechu, wbrew nauczaniu Chrystusa i nie umieją zmienić tej sytuacji. Funkcja, którą wówczas przypisuje się świętym, przypomina trochę „adwokata”, działającego niejako w imieniu proszącego. Człowiek, który potrzebuje skierować do Boga swoją prośbę, nie jest w stanie – jak sądzi – sam jej przedstawić. Właśnie z tego powodu prosi o wstawiennictwo świętego. Co ciekawe, niemal każdy region danego kraju ma „swojego” patrona, któremu przypisuje się możliwość rozwiązania konkretnego problemu czy spełnienia określonej prośby. Takich świętych patronów jest wielu, ale każdego czci się tutaj wyjątkowo uroczyście i z ogromnym zaangażowaniem.

Myślę, że nie tylko w Ameryce Środkowej rolę świętych postrzega się w ten sposób. W Polsce jest podobnie. Wystarczy odwiedzić dowolne sanktuarium, w którym ludzie proszą o „załatwienie” jakiejś konkretnej sprawy, pozostawiając przy tej okazji różnego rodzaju karteczki, w których przedstawiają swoje intencje. Ilość monet czy banknotów, które wrzucane są czy to przy cudownych studzienkach, czy też w innych miejscach kultu, wskazują również na nieco interesowny charakter tych negocjacji. Nie ulega jednak wątpliwości, że obecny jest tu również – a może przede wszystkim – wymiar duchowy, który potwierdza wiarę w obcowanie świętych. Tak wiele próśb zostaje wysłuchanych. A na ścianach świątyń pojawiają się stale nowe wota, przybierające różny kształt, kolor i formę…

Kult świętych w Ameryce Środkowej atakowany jest dość agresywnie przez różnego rodzaju sekty. Katolikom zarzuca się na każdym kroku, że czczą idolos (bożki), mają w świątyniach i domach figury  czy obrazy świętych, co dla nich jest gorszące. Natomiast procesje i modlitwy przy figurach są zwyczajnie wyśmiewane czy wyszydzane. Między innymi z tego powodu zawsze przedstawiam świętych jako konkretnych ludzi, którzy wędrowali drogą swojego życia, tak samo zwyczajnego, szarego jak nasze, a potrafili wejść do nieba. Teraz dla nas, którzy stale wędrujemy, są znakami, drogowskazami na drodze. Obraz czy figura jedynie przypomina nam to, że oni są już u Boga. I nie tyle zdziałane przez nich cuda, co właśnie przykład wiary i zaufania Bogu pozwala uwierzyć, że wędrówka drogą wiary jest możliwa również dla mnie. W chwilach zniechęcenia, zmęczenia, zagubienia, braku światła czy zagrożenia – to właśnie oni pokazują, co należy czynić. Chyba nie ma takiej sytuacji w naszym życiu, z którą nie zmagałby się wcześniej jakiś święty.

Z pewnością przykład świętych może być dla nas cennym drogowskazem. To oni umieli w pełni zaufać i bez reszty oddać Panu drogę swojego życia, a On obdarzył ich darem świętości. Jedynie Bogu oddajemy cześć, zaś święci zawsze na Niego wskazują i do Niego prowadzą. Modlę się, aby dzisiejszy dzień i wszyscy święci pomogli nam spotkać Boga na drogach naszego zwyczajnego życia.

Zdjęcia zostały wykonane w parafii Upala (Kostaryka) podczas odpustu ku czci św. Jana Bożego. Odwiedzili go wówczas święci z okolicznych wspólnot… 🙂

« 1 z 2 »