POWROTY

Gdy Jezus po pewnym czasie wrócił do Kafarnaum, posłyszeli, że jest w domu. Zebrało się tyle ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę. Wtem przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy. A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w sercach swoich: Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, prócz jednego Boga? Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: Czemu nurtują te myśli w waszych sercach? Cóż jest łatwiej: powiedzieć do paralityka: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań, weź swoje łoże i chodź? Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów – rzekł do paralityka: Mówię ci: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu! On wstał, wziął zaraz swoje łoże i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga mówiąc: Jeszcze nigdy nie widzieliśmy czegoś podobnego. (Mk 2,1-12)

Jechali, jechali i pojechali. Szukali, spotkali i wrócili zupełnie inni. Kto? Królowie z poprzedniego wpisu. 🙂

Dzisiaj w Ewangelii Jezus też wraca. Do Kafarnaum. Po pewnym czasie. Nawet jeśli się przystanie na jakiś czas, to i tak w końcu trzeba ruszać dalej. Bywa, że w kierunku innym od zamierzonego. Tak to jest w życiu. Ma to swoje plusy i minusy.

Wczoraj – po półrocznym leczeniu w Polsce – wróciłem do Panamy. Taki mi się przeskok temperatur przytrafił. Z -20 do +40. Z zimna do ciepła. I wcale nie chodzi o poszukiwanie jakiejś „cieplarni”.

Zmiana temperatury życia czasem sama przychodzi. Tak jak cztery pory roku. Bywa, że zawieje chłodem lub ktoś „pogrzeje nerwy do czerwoności”. Ważny jest czas i chęć powrotu.

Nowa stara droga na horyzoncie.

Jezus wraca do Kafarnaum. On tam jest na nowo. Teraz trzeba albo przydźwigać do Niego jakiegoś swojego czy czyjegoś „paralityka”, albo nie wrzeszczeć i dać się tam zanieść innym. A jeśli już wracać – to na oczach wszystkich i z łóżkiem pod pachą…

Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy.